środa, 5 stycznia 2011

Jowita Miszcz chce być blogiem roku

Pani Jowita przeglądając ostatnio internet, kartka po kartce, w języku BASIC natrafiła na witrynę Wybieramy Blog Roku 2010 i zdecydowała, że chce zostać blogiem roku, bo to brzmi zaszczytnie.

Tak więc zgłosiliśmy Reichstagspeaker do konkursu, którego stronę możecie znaleźć tutaj:


Wszystkich czytelników (tak, wszystkich pięciu) zachęcamy do wejścia na ową stronę i zrobienie wszelkiego rodzaju cokolwiek.

Dziękujemy!!!

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Nowy Rok Jowity M.

Jako, że było już dobrze po ŚWINTACH, a nadchodził nowy rok, Pani Jowita Miszcz rozpoczęła przygotowania do wielkiej niewiadomej – nowej talii 365 dni w jej życiu. Przygotowania polegały na tym, że wzięła spis numerów telefonów i dzwoniła do wszystkich pracowników urzędu z życzeniami. Zresztą wcale nie cieszyła się specjalnie na ten nadchodzący 2011 rok. Zawsze uważała, że nowy rok powinien się zaczynać dwa miesiące po starym, bo tyle by jeszcze można załatwić. Wtem na biurku Michała Jajka zadzwonił telefon:

- Michał Jajek, słucham?
- Wszystkiego Najlepszego z Okazji Nowego Roku!

To Pani Jowita Miszcz dzwoniła z drugiego końca pokoju, a jej głos dzwonił w słuchawce jak głowa Zygmunta Miszcza, jej ojca, po zderzeniu czołowym z Ikarusem, kiedy pewnego razu wybrał się zimą na wrotki. Ojciec Pani Jowity przeżył, ale czasami wyrywało mu się z gardła niespodziewane„Heeeeeeeeeeeeelooooooooooooooooołłł!”, to samo zresztą powiedział przerażonemu kierowcy autobusu.
Prezydent Miasta Erewań – Światowid Mrugający świętował nadejście nowego roku jak zwykle – okolicznościową dyzenterią, to taka ormiańska tradycja. Mieszkańcy twierdzą nawet, że fontanny, które buduje od czasu do czasu wzięły się właśnie z tego nietypowego dość sposobu świętowania i przypominają bidety. Prezydenta próbowała ratować Joanna Wichura, która w hierarchii służbowej znajdowała się raz pod, a innym razem nad prezydentem – w zależności od konfiguracji i potrzeb. Stryj Pepin z „Postrzyżyn” Hrabala powiedziałby pewnie, że od tego srania aż rosną prezydentowi włosy, bo jedno ginie, a drugie się pojawia, ale nie wiemy co na to Hrabal. Pepin zresztą wyrazu „gówno” używał co 1,5 zdania więc może to mrzonka.
Wartym nadmienienia jest fakt, że z okazji nowego roku, każdy pracownik Urzędu Miasta w Erewaniu dostał nagrodę noworoczną – kurę i kozę! Wydział Finansowy z Panią Marią Żywiec nadal się zastanawia jak te nagrody przelać na konta pracowników. Poprzedniego roku pracownicy dostali świeżo wydrukowane na urzędowej drukarce HP banknoty, ale Wydział Finansowy tez ich nie umiał przelać. Jednym słowem – w urzędzie się nie przelewa.
Sasza Strunin – pracownik Wydziału Komunikacji, Dróg i Mostów Urzędu Miasta w Erewaniu przebywał w okresie noworocznym na stażu w Polsce. Podziwiał regularne odstępy pomiędzy studzienkami kanalizacyjnymi na środku polskich dróg, losowe rozmieszczenie dziur, które wyznaczały nowe kierunki w światowych metodach estymacji prawdopodobieństwa wystąpienia czegoś, co wystąpi na pewno, szczególnie w tym nowym i wspaniałym dla Saszy kraju – w Polsce. Sasza przyjechał także do Katowic z Częstochowy,  po 8 dniach podróży polskimi kolejami. Wysiadł na pustym peronie piątym na dworcu w Katowicach, ale peron był pusty. Na domiar złego okazało się, że dworzec jest zamknięty od zewnątrz i nawet się nie załapał na kielicha. Pojechał więc na Zawodzie – jedną z dzielnic Katowic, chyba można tak powiedzieć. Tam kierowca samochodu marki STAR – GWIAZDA jak zręcznie przetłumaczył sobie napis Sasza, zabrał go na przejażdżkę śląskimi drogami. Okazało się, że ciężarówka to pług, ale bez pługa, bo jak powiedział kierowca:”…był z bakelitu z czasów Gerka i mu odpadł”. Powiedział jeszcze, że jedzie do domu i więcej na drogi nie wyjedzie, bo w gruncie rzeczy zima go zaskoczyła. Szczere zdumienie Saszy wzbudziła nazwa: „Drogowa Trasa Średnicowa”. Czy jest trasa „niedrogowa”??? Może jest Morska Trasa Średnicowa, ale żeby w środku lądu. Z tego co sobie przypominał Śląsk kiedyś starał się o dostęp do morza, ale z tego chyba nic nie wyszło, bo na drodze do tego stanął… Bo nie było żadnej drogi. W każdym razie doszedł do tego, że Drogowa Trasa Średnicowa nazywa się tak, a nie inaczej, bo jest tam droga. Inne polskie trasy średnicowe jeszcze dróg muszą nie mieć…

czwartek, 23 grudnia 2010

ŚWINTA

W Erewaniu nastał grudzień i przyszły ŚWINTA. ŚWINTA to interdyscyplinarny rządowy zespół nomadów rozbijający w grudniu obozowisko przed urzędem i rejestrujący wszystkie dokumenty w systemie ArmeniaOfflineYeah, który ostatnio został zaktualizowany o najnowszą łatkę systemową, gdyż głównemu monitorowi komputera w urzędzie odpadła tylna część obudowy i Pani Jowita Miszcz uszyła piękną kapę z motywami indiańskimi, która przyszyta została z tyłu kineskopu. O motywach indiańskich dowiedziała się z najpopularniejszego filmu w ormiańskich kinach z wiodącą europejską aktorką Teresą Orlowski.
Pani Jowita w grudniu była bardzo zajęta, gdyż zlecono jej przygotowanie kolażu ze zdjęć, przedstawiającego modernizację miasta. Po początkowych niepowodzeniach  ze znalezieniem odpowiedniego roweru i licznymi telefonami do organizatorów Wyścigu Pokoju z prośbą o zapewnienie kolarza do żonglowania zdjęciami w rytm muzyki zrezygnowała z tego pomysłu. Zamiast tego zadanie zlecono świeżo powróconemu z Uzbekistanu Zachodniego Michałowi Jajkowi. Pani Jowita także wróciła ostatnio z urlopu i nie zauważyła, że na jej komputerze, jednym z trzech w urzędzie, zainstalowany został system Łindołs. Commodore C64 średnio sobie z nim radziło, powiedzmy na poziomie BASIC. Pani Jowita zobowiązała się do udostępnienia odpowiednich zdjęć Jajkowi, który na swoim kalkulatorze z powiększoną pamięcią RAM miał scalić je w jedną całość. Nie mając jeszcze zaufania do wspólnego urzędowego dysku, folderów i aktówek, spisała 96395689236 numerów zdjęć i przekazała je na kartce w kratkę z odpowiednią adnotacją gdzie je znaleźć na tajemniczym dysku wspólnym i w którą stronę skręcić po minięciu pierwszej szafy z folderami. Adalbert Ożywczy, szef Referatu Spraw Wszelakich, zdębiał po raz kolejny.
Poza tym, sprawa smutna, naczelnemu kronikarzowi miasta – Wojciechowi Trawie od pisania wypadły oczy. Wysłano go więc czym prędzej na operację do Monachium, ale jako że budżet Urzędu Miasta w Erewaniu jest skromny, wystarczyło tylko na gałki oczne w tradycyjną bawarską biało – niebieską szachownicę, które akurat były w promocji. Świecą także w ciemności, lecz wybuchają w górach z powodu zmian ciśnienia. Trawa musiał więc porzucić marzenia o karierze alpinisty.
Po nowym roku do Urzędu Miasta w Erewaniu mają zostać dostarczone kalkulatory z kartami graficznymi. Karty podobno zostaną wydrukowane w mennicy Narodowego Banku Polskiego.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Krzyże w deficycie



Przed Pałacem Prezydenckim od niedawna toczy się bitwa na śmierć i życie w obronie krzyża, a krzyżacka celebrytka, pani Joanna deklaruje w POLITYCE z  14 sierpnia 2010: ”Dzieje się to samo co dwa tysiące lat temu: Ukrzyżowany Jezus, a pod jego stopami garstka najwierniejszych niewiast z Maryją na czele. One milczały, a wokół stała cała zgraja, patrzyła i naśmiewała się. Musimy pocierpieć. To jest otwarta walka z szatanem.”.
Lecz otwarta walka z szatanem zaczyna się gdzie indziej i w tym wypadku nawet Maryja nie pomoże. Doskonale do tej pory ukryta za sprawą prezydenckiego krzyża spadła na Polaków podwyżka podatku VAT. Okazało się bowiem, że mimo iż na gospodarczej mapie Europy dominowaliśmy niedawno „na zielono”, tak naprawdę nie mamy nic do zaoferowania, ponieważ powiększa się w Polsce dług finansów publicznych, który wszyscy obywatele muszą spłacać. Oznacza to, że wszyscy jesteśmy zadłużeni na 90 mld złotych, bo tyle ów dług wynosi. Polski rząd idzie po najmniejszej linii oporu, ponieważ priorytetem partii politycznych w Polsce jest utrzymanie się u władzy za pomocą dziwnie rozumianych „kompromisów’. W związku z tym partia prawicowa ma ostatnio zamiar wypłacać zasiłki
i dotować bezrobotnych, a odpowiedzialnymi za polską gospodarkę i politykę społeczną są rolnicy. Nie jest problemem, że są to rolnicy – przedstawiciele jednej z najbardziej uprzywilejowanych grup społecznych w Polsce, lecz fakt że Polskie Stronnictwo Ludowe zajmuje się obecnie dążeniem do utrzymania swojego statusu partii obecnej w parlamencie i nie w głowie zielonym posłom (nie mylić ze wzrostem gospodarczym) jest, o zgrozo, ekonomia. Dlatego też polski rząd poszedł po najmniejszej linii oporu i zamierza podnieść VAT z
22 na 23% i zlikwidować kilka ulg. Będą tez inne podwyżki, ale o nich na razie się nie mówi, bo podobno na Krakowskim Przedmieściu ma powstać pomnik.
Podwyższanie podatków jest najgorszą z możliwych drogą łatania deficytu budżetowego. Spowalnia ona bowiem gospodarkę, co w warunkach recesji jest podwójnie niebezpieczne. Kiedyś podnoszenie podatków i stóp procentowych było uzasadnione, żeby nie przegrzać gospodarki, natomiast obecnie polska gospodarka stoi. Deficyt finansów publicznych zmniejsza się zwykle poprzez:
  • sprzedaż majątku znajdującego się w posiadaniu państwa, czyli prywatyzację,
  • podniesienie podatków, które jednak podobnie jak deficyt ma negatywny wpływ na gospodarkę,
  • ograniczenie wydatków, na co jednak często trudno się zdecydować pod wpływem presji różnych grup społecznych,
  • inflację - dodruk tzw. "pustego pieniądza" przez państwo. Nominalnie deficyt się wtedy zmniejsza. Jest to jednak realizowane kosztem społeczeństwa oraz de facto ukrytą formą opodatkowania.
Obecnie w Polsce pracuje armia 400 tysięcy urzędników, a administracja państwowa ma tendencję do powiększania swojej liczebności co w niedalekiej przyszłości doprowadzi do obecności na krajowej liście płac 500 tysięcy białych kołnierzyków. Pierwszą i najprostszą drogą redukcji deficytu jest likwidacja nieefektywnych stanowisk urzędniczych i reorganizacja administracji państwowej. Dotyczy to także samorządów, które toną w długach, a wydziały w urzędach miast dysponują pracownikami kontemplującymi ściany urzędowych pokoi, podczas gdy inne komórki urzędowe cierpią na chroniczny niedobór pracowników przy stałym narzekaniu prezydentów, burmistrzów, wójtów i starostów na brak pieniędzy. Sprzedaż majątku znajdującego się w posiadaniu Agencji Nieruchomości Rolnych też nie wydaje się najgorszym rozwiązaniem, ale jak zauważył K. Rybiński w swoim artykule „Strategia gołodupców” w obliczu drenażu pieniędzy z OFE  przez panią Fedak (PSL), najprawdopodobniej zostaną one sprzedane inwestorom zagranicznym, a pieniądze tak uzyskane zużyte na zaspokojenie bieżących potrzeb, a nie zmniejszanie deficytu. Deficyt zaś jest finansowany długiem publicznym, czyli z grubsza rzecz ujmując obligacjami, które sami kupujemy i kredytami zaciągane przez państwo. Nawiasem mówiąc Minister Rostowski będzie musiał zaciągnąć 82,4 mld złotych długu na wykupienie obligacji już wyemitowanych i wyemitowanie nowych (rolowanie). Minister Rostowski zdaje się nie dostrzegać złotej reguły finansów publicznych lub o niej nie pamięta. Mówi ona, żeby finansować deficytem budżetowym jedynie wydatki majątkowe (inwestycyjne), czyli te o charakterze długookresowym np. wydatki na infrastrukturę. Natomiast bieżące wydatki państwa powinny być pokryte w całości przez bieżące dochody budżetowe. Państwo powinno dążyć do utrzymania zrównoważonego budżetu. Kolejnym ważnym problemem jest opodatkowanie rolników i podniesienie składki do KRUS. Inaczej emerytury tych z nas, którzy nie mają szczęścia posiadać areałów rolnych, będą... Nie będzie ich. Tylko jak to zrobić będąc w koalicji z partią chłopską? Wchodząc w koalicję z partią lewicową. jednak w tym wypadku wydatki budżetowe tylko wzrosną przy obecnej zachowawczej polityce rządu, ponieważ SLD zadowolić trzeba będzie wzrostem nakładów na politykę społeczną.
Konkluzja jest prosta i powszechnie znana, parafrazując polskiego aktora, czy wybitnego – nie wiem. Polscy politycy są politykami zawodowymi, którym zależy by jak najdłużej utrzymywać się u sterów. Nie wykształciła się w kraju nad Wisłą jeszcze klasa ludzi wykształconych przez świadome uczestnictwo w życiu gospodarczym, którzy najpierw się wzbogacili, a potem zabieraliby się za pomoc krajowi. Zamiast tego mamy pokolenie rewolucjonistów z 1989 r. którzy mylą dług publiczny z deficytem budżetowym i patrzą, by wszyscy w tej nowej, lepszej Polsce mieli lepiej, a konkretnie oni sami. Dopóki polskim życiem politycznym będzie rządzić zasada kompromisu za wszelką cenę, dopóty polska ekonomią będą rządzić działania doraźne, na których najwięcej traci społeczeństwo. Kto bowiem powiedział nam czemu będzie służyć dokładnie podwyżka podatków? Czy będzie finansowała inwestycje czy płace administracji? Różnica jest zasadnicza, ponieważ inwestycje dają nadzieję na lepszą przyszłość, płace niekoniecznie na lepszych urzędników. Polaczki czekają na 2013. Wtedy Unia Europejska odda nam kolejną porcję środków do dyspozycji. Byle do 2013! Lub bylebyśmy się opamiętali i w następnych wyborach głosowali na fachowców, a nie historyków i histeryków.

środa, 4 sierpnia 2010

Kółko i krzyżyk

Dzisiejszy tekst nie będzie o quasi urzędnikach, którzy od czasu do czasu bawią humorem. Na nasze nieszczęście bawić próbują nas także inni. Ostatnio w duchu inscenizacji grunwaldzkiej w Warszawie odbywa się odtworzenie Powstania Warszawskiego. Niedaleko biega Szyc z Lindą pod pachą i wszystko im jedno.
Przed Pałacem Prezydenckim gra się teraz w kółko i krzyżyk. Nie odzywają się w tej sprawie ani politycy ani kościół, a jeśli się odzywają, mówią że to polityka. Wszystko to doskonale wpisuje się w ramówkę TVN, jednak nie do końca w ramówkę zdrowego rozsądku. Kościół nie może się odezwać, by nie zniechęcić wiernych, którzy są głównym źródłem produktu kościelnego brutto. Ten osobliwy PKB nie jest opodatkowany, czego też nie można powiedzieć o dochodach innych i cenach. Platforma Obywatelska też nie może się odezwać, ponieważ nie wygra następnych wyborów, choć rzekomo wiedzą, co jest słuszne. Niestety wbrew pozorom nie jesteśmy zieloną wyspą na europejskim oceanie, dopiero niedawno ujawniono wysokość długu i deficytu publicznego (nie mylić – ta opcja zarezerwowana jest tylko dla polityków) i nie będziemy. Państwo ma i jedno i drugie, a żeby załatać dziury podwyższa podatki. Nie dba się o najpotrzebniejszą infrastrukturę, przede wszystkim uregulowanie gospodarki wodnej, żeby czwarta fala powodziowa nie zmyła czasem krzyża sprzed pałacu, bo wtedy nie będzie o co walczyć. Premier Tusk podobnie jak większość polityków w kraju nie ma pojęcia jak działają finanse publiczne. Z wykształcenia jest historykiem i dużo może powiedzieć o Grunwaldzie, choć niektórzy twierdzą że to Tannenberg.
Cała ta sytuacja opisana powyżej przypomina do złudzenia scenariusz Monthy Pythona. Na całe nieszczęście dzieje się naprawdę. Problemem jest to, że w Polsce polityka pojmowana jest jako nieustający kompromis. Politycy chcą być politykami, to ich zawód. Zbyt odważne wyrażanie swoich poglądów może ten stan rzeczy przerwać. Już od lat w wyborach prezydenckich, parlamentarnych czy samorządowych głosuje się „przeciw” a nie „za”. Gdyby nie Jarosław Kaczyński, Platforma Obywatelska musiałaby chyba naprawdę dotrzymać obietnic wyborczych. A tak nasz głos „przeciw” to głos za Platformą. Jest też także pewien myśliwy, który strzela gafy. W wyborach bliżej mi było do Janusza Korwin – Mikke, a głosowałem na Andrzeja Olechowskiego. W pierwszej turze. W drugiej musiałem już zagłosować „przeciw” i Bronisław Komorowski był już bogatszy o jeden głos ze Śląska. Polonia amerykańska, która jest żywym odbiciem wschodniej Polski głosowała na Jarosława Kaczyńskiego. Dzielenie ludzi na wierzących i nie wierzących, pedałów i katolików spowodowało, że lider Prawa i Sprawiedliwości wygrał Amerykę, nie odkrył. Polacy w Chicago mają dość tego, że ich prezydentem został czarny i w ramach zadośćuczynienia podali rękę szefowi partii prawej i sprawiedliwej.
Milton Friedman napisał w „Wolnym wyborze”, że zawsze można głosować nogami, zawsze jest alternatywa. Już dawno oddałbym paszport i poprosił o azyl polityczny w ambasadzie Gabonu. Niestety najbliższa ambasada Gabonu jest w Paryżu. Poza tym bez paszportu ciężko jest podróżować, a trzeba uciekać. Uciekać będziemy musieli jeżeli zaakceptujemy tą rzeczywistość z filmów Barei. Chyba, że wreszcie zagłosujemy przeciw kompromisom politycznym i budyniowej rzeczywistości. W kraju powszechnie jest potępiany Janusz Palikot, który jest jedynym politykiem, który mówi co myśli. Wkrótce napiszę pewnie bardziej techniczno – ekonomiczny wywód na temat dlaczego nas oszukują i jak to wszystko działa. Pisząc teraz, nie konstruując następnego nudnego artykułu ekonomicznego, mam nadzieję że kiedyś w jakichś wyborach Polacy zagłosują na fachowców, a nie kompromitujących się orędowników kompromisów. Że będziemy mieli wytyczoną ścieżkę rozwoju ekonomicznego, nie przez ministra z KRUS i odpowiedzialną za politykę społeczną Jolantę „Spierdalaj” Fedak. Ale ja już Polakiem się nie czuję, żyję tylko w ramach administracyjnych kraju o biało – czerwonej fladze.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Audyt


Nastał kwiecień. Musiał nastać, ponieważ klawiatury dwóch komputerów w Urzędzie Miasta Erewania nie mają cyferki „3” i litery „m” w swoich zasobach, więc marzec jest niemożliwy. Z majem też są problemy, ale podobno ma je usunąć audyt lub audit w zależności od wydolności technicznej sprzętu komputerowego. Audyt (lub audit) ma za zadanie sprawdzić procedury w biurze Jowity Miszcz. Podstawowa procedurą jest identyfikacja osoby trzeciej w chwili wejścia do biura. Ponieważ w biurze pracuje 4 pracowników identyfikacja osoby trzeciej odbywa się na zmianę w zależności od tego kto wchodzi jako trzeci – Adalbert Ożywczy, Jowita Miszcz, Michał Jajek czy tajemnicza Pani R. Dzięki temu procedury zarządzania są sprawniejsze, gdyż nie trzeba identyfikować petentów. Dodatkowo na ścianie umieszczane jest zdjęcie uśmiechniętego pracownika, który został zidentyfikowany z imienia i nazwiska jako osoba trzecia. Osoba trzecia nie może także spoglądać na monitory komputerów pracowników w czasie pracy, więc jeśli ma komputer, monitor w dniu pracy jest odwrócony tyłem do osoby trzeciej, co wyrabia koncentrację i pamięć. Petenta w momencie wejścia do biura trzeba nieustannie monitorować. Jest więc wręczany mu monitor obiegowy marki Ził. Na droższego Tupolewa nikogo w Erewaniu nie stać. Dodatkowo petent przywdziewa kołnierz ochronny – coś w rodzaju tuby zapinanej na szyi. Kołnierze dostępne są u Naczelnego Weterynarza Erewania – Stiopy. Kołnierz zapobiec ma identyfikacji przez petenta dokumentów urzędowych znajdujących się na biurkach pracowników. Ułatwia również kontakt wzrokowy, szczególnie w Wydziale Finansów i Pomyłek Urzędu Miasta w Erewaniu, gdzie pracuje Eulalia Dekolt. Procedury postępowania z nośnikami elektronicznymi i danymi w postaci elektronicznej są w Urzędzie zgodne z normami ogólnoormiańskimi 2.0.3 Akceptowalnym nośnikiem danych jest dyskietka skrzyżowana z płytą CD. Niestety niedostępne są jeszcze stacje odczytujące, które utknęły w Baku. Hasła dostępu do komputerów urzędowych nie mogą składać się z liter, cyfr, słów dostępnych w słowniku, NIPów, PESELI, numerów telefonu do cioci Haliny. Dlatego też Ściśle Zastrzeżonym Erewańskim Hasłem Nie do Złamania (SZEHNdZ) są trzy spacje. Każdy komputer po skończonej pracy wyłączany jest z guzika. W związku z tym każdy sweter pracowniczy w erewańskim urzędzie miasta ma guziki. Akceptowalne są również garsonki („garsąki” jak zapisuje się tą nazwę w miejskim Centrum Kultury, nazwa została udostępniona odpowiednim „służbą”).  Klucze do systemu komputerowego Urzędu Miasta są przechowywane w porcie Uesbe. Uesbe to małe portowe miasto na południu Armenii. Każdego ranka więc do Uesbe wysyłane są kozy mejlowe po klucze do zamków patentowych zabezpieczających szafy, w których zamyka się komputery (zapasowe klucze przechowywane są w Świnoujściu, w dalekiej Polsce). Ostatnio w biurze jednej z szaf odpadła ścianka, ale Prezydent Światowid Oreiro stwierdził, że zwiększa to transparencję urzędu.
Urząd jest dumny nie tylko ze swojego informatycznego systemu System ArmeniaOfflineYeah, ale także z Miejskiej Orkiestry Pomocniczej. Ostatnio MOP brał udział w międzynarodowym konkursie orkiestr w Filharmonii w Bańgowie, w Polsce. Orkiestra przebojem wdarła się na podium. W konkursie brały udział 3 orkiestry. Wygrała osada wioślarska z Kazachstanu, która grała na wiosłach. Trzecie miejsce zdobyła Orkiestra Trębaczy Leśnych z Nepalu. Przebojem okazał się utwór „Karolinka” na trzy głosy i zardzewiały puzon. Zardzewiały puzon uwydatnia tembr głosów trzech tenorów MOPa.
 System ArmeniaOfflineYeah

niedziela, 21 lutego 2010

Parytet




Jeden z bardziej znanych ekonomistów polskich ostatnich lat wymienił niedawno w swojej książce 12 kluczowych obszarów najbliższej przyszłości w ekonomii. Są to wg Grzegorza Kołodki:

  1. Tempo i granice wzrostu gospodarczego.
  2. Ewolucja wartości i ich kulturowe implikacje dla procesów rozwojowych.
  3. Instytucjonalizacja globalizacji versus narastający brak koordynacji i chaos.
  4. Integracja regionalna i jej sprzężenie z globalizacją.
  5. Pozycja i rola organizacji pozarządowych.
  6. Środowisko przyrodnicze i konkurencja o wyczerpujące się zasoby naturalne.
  7. Procesy demograficzne i migracje ludności.
  8. Bieda, nędza i nierówności społeczne.
  9. Gospodarka i społeczeństwo oparte na wiedzy.
  10. Postęp naukowo – techniczny.
  11. Ewolucja sieci i jej gospodarcze konsekwencje.
  12. Konflikty i bezpieczeństwo, wojna i pokój.

Lista subiektywna i niepełna, ale stanowiąca doskonały punkt wyjścia. Niestety o żadnym z powyższych punktów nie słychać w polskiej polityce. No może punkt trzeci, szczególnie jego druga część opisują doskonale krajową rzeczywistość. Autor listy nie przewidział także komisji sejmowych i sprawy parytetu. Parytet lansowany jest ostatnio na wszystkie możliwe sposoby. Pomijając fakt, że jest to doskonały temat zastępczy dla każdej z dwunastu kwestii wymienionych powyżej i doskonała klapka na oczy dla tych, którzy chcą widzieć tylko zielony kolor Polski na gospodarczej mapie Europy. Jest to także sztuczne zawężanie rzeczywistości. Dla mnie parytet jest wynalazkiem krzywdzącym dla kobiet, krzywdzącym intelektualnie i poniżającym. Znam wiele inteligentnych pań, które swoją wiedzą zawstydzają niejednego, nie tylko posła, co akurat, nota bene, trudne nie jest. Nagle wymazuje się całą tą charakterystykę, nieważne stają się kwalifikacje tylko płeć. Panie, by wypełnić normę gonione są do polityki. Normy w przeszłości w gospodarce już wypełniano, a potem w latach dziewięćdziesiątych trzeba było się zastanawiać co z tym zrobić. Czasami staram się odwrócić sytuację i zastanowić się jak bym się czuł, gdyby ktoś zaoferował mi miejsce w gabinecie dlatego że jestem mężczyzną. Chyba nie najprzyjemniejsza chwila w moim życiu. Parytet promuje też Jerzy Buzek jako Przewodniczący Parlamentu Europejskiego argumentując, że jest to wytyczna polityki Unii Europejskiej. Błąd poważny. Traktat o Unii Europejskiej, z czym się w stu procentach zgadzam mówi o braku dyskryminacji kobiet, a konkretnie o promowaniu równości szans kobiet i mężczyzn (art.3 ust. 3). Chodzi więc o to, że kobieta decydując się na udział w życiu publicznym, polityce czy jakiejkolwiek innej działalności nie miała gorszych warunków niż mężczyzna, a nie żeby się decydowała na podjęcie danej aktywności bo 50% populacji, która okazuje się być płci męskiej już to robi. Swoją drogą, idąc w skrajności, w wielu firmach, urzędach, jednostkach samorządu terytorialnego większość zatrudnionych stanowią kobiety. Czy tutaj też będziemy stosować parytet?
W radio Pan Niedźwiecki puszcza płytę Gino Vanelli’ego i piosenkę „Venus envy”. Przypadkowo Pan Vanelli śpiewa: „Why do you wanna be Venus/ When your light shines brighter than the brightest star /Why do you wanna be anyone else other than who you are/ Why do you wanna be Venus /When you’re so much more than she could ever be”. No dlaczego?